Czy kiełbasa może być roślinna? o sprawie wagi państwowej

Weronika Pochylska - Creative Director | Chefs For Change Polska

Roślinne: kiełbasa, szynka, ser, schabowe – wciąż potrafią budzić niemałe kontrowersje i stawać się przedmiotem manifestów buntu, także w środowisku szefów kuchni. Bywa, że roślinne alternatywy produktów odzwierzęcych wzbudzają gniew, niezrozumienie, śmiech czy konsternację. Niemal za każdym razem dyskusje na ten temat wyglądają podobnie i z perspektywy roślinożerców są mocno przewidywalne, spróbujmy więc raz na zawsze rozstrzygnąć ten problem – „Po co wegetarianom i weganom smak mięsa/sera/jajek i czy nie jest to hipokryzja”?

Na co dzień funkcjonujemy w swoich bezpiecznych bańkach. Większość ze sporów prowadzonych przez reprezentantów poszczególnych baniek prawdopodobnie dałoby się wyjaśnić przy filiżance mocnej herbaty, ale – niestety – najczęściej nasze światy zderzają się w Internecie, który raczej nie służy odnajdywaniu punktów wspólnych. A szkoda, bo łączy nas znacznie więcej niż często jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Tradycja z przyszłości

Wy – kucharze, szefowe kuchni, technolodzy żywności, doskonale wiecie, że tajemnica doskonałego dania czy produktu tkwi najczęściej w przywołaniu dobrych wspomnień, rodzinnych tradycji i zapachów, które rozchodziły się kiedyś po domowych korytarzach Waszych gości. Jedzenie potrafi przenosić w czasie, koić, wzruszać, a tych emocji poszukujemy niezależnie od naszych preferencji żywieniowych. Ludzie przechodzą na dietę roślinną z przeróżnych względów, spośród których najrzadziej przywoływanym jest „po prostu mi nie smakowało”. Przybywa osób, które nie godzą się z praktykami powszechnie stosowanymi w przemysłowej hodowli zwierząt czy jej negatywnymi skutkami dla środowiska naturalnego. Coraz więcej badań naukowych dowodzi pozytywnego wpływu zbilansowanej diety roślinnej na ludzkie zdrowie, szczególnie w zakresie prewencji najpowszechniejszych chorób cywilizacyjnych (odsyłam do ekspertów w tej dziedzinie – Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia).

Absolutnie naturalną i zrozumiałą rzeczą jest poszukiwanie dawnych smaków przez wszystkie osoby, które wybierają bardziej roślinne posiłki. Rosnąca liczba alternatyw dla produktów i dań oryginalnie znanych jako niewegańskie (kiełbaski, pasztety, szynki, pulpety, burgery, jogurty, sery, mleka, mielone – tu można by długo wymieniać) – sprawia, że przejście na dietę roślinną jest łatwiejsze, przyjemniejsze i bardziej intuicyjne niż kiedykolwiek. Podobnie – jeszcze nigdy wcześniej włączenie do menu pysznych, pełnowartościowych i pełnych smaku dań roślinnych nie było tak łatwe i pożądane. Pewnie najlepiej świadczy o tym fakt, że właśnie spędzasz swój cenny czas na czytaniu tego artykułu.

Panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Brzózem, które udowadniają, że kuchnia roślina to nie zbrodnia na polskich tradycjach, a forma ich pielęgnowania

Halo, poradnia językowa? Proszę przyjechać na Facebooka!

Z zasady w sprawach, w których nie jesteśmy specjalistami, możemy wypowiadać tylko własne opinie. Zapytajmy więc – co o tym wszystkim sądzą językoznawcy?

Katarzyna Kłosińska z Uniwersytetu Warszawskiego, na stronie internetowej Słownika Języka Polskiego pisze:
„Nie jest niczym nienaturalnym powstawanie nazw typu kotlet sojowy (zresztą od dawna istnieją kotlety jajeczne czy kotlety ziemniaczane), pasztet z soczewicy (podobnie jak pasztet z warzyw) czy tatar wegański (por. tatar z łososia). W nazwach tych rzeczownik nadrzędny wskazuje na rodzaj potrawy (np. na jej wygląd, sposób przyrządzania, funkcję), a jego przydawka (wegański, z łososia, sojowy) na skład”. 

I znów – jedzenie, a także jego nazwy – działają na naszą wyobraźnię. Ułatwiają też codzienne życie, bo przecież dużo mniej naturalnie niż „kiełbaski roślinne” brzmiałyby „zrolowane paluszki sojowe”.

Tekst pochodzi z naszego przewodnika po kuchni roślinnej dla branży gastronomicznej, który możesz pobrać tutaj

Pochodzę z Wielkopolski. W piątki, zgodnie z rodzinną tradycją przyrządzam „gzik z pyrkami”, który pachnie dzieciństwem, szczypiorem, olejem lnianym i cebulką. Zapamiętuję i odczuwam tymi samymi kategoriami jak wszyscy, którzy w jedzeniu szukają komfortu i wspomnień. To, że swój wielkopolski gzik przyrządzam z tofu i nerkowców, nie sprawia, że za nic mam tradycje i zasady. Nie powoduje też, że oceniam czy patrzę z góry na tych, którzy robią inaczej. Przede wszystkim – nie sprawia, że cokolwiek tracę.Czy ktoś ma mniejsze lub większe prawo do nazwania swojego posiłku kiełbaską, burgerem, twarożkiem, pasztetem? Myślę, że w 2020 roku powinniśmy wreszcie zgodzić się, że jest wiele poważniejszych problemów, którym musimy stawić czoła i w których wspólnie tkwimy. Szczególnie, że roślinne kiełbaski, burgery, twarożki i pasztety mogą pomóc w walce z kilkoma z nich.

Blog